Każdy z nas kiedyś wieczorem lub nawet w środku nocy wyjmował coś smakowitego z lodówki. Dopóki podjadanie zdarza się sporadycznie, nie mamy się czym martwić. Ostatnio jednak naukowcy alarmują, że coraz więcej osób traci nad tym kontrolę. Jesteśmy przemęczeni i zestresowani, nie mamy czasu jeść w pracy. Blisko 2 % społeczeństwa ma kłopoty, które otrzymały fachową nazwę NES – zespół nocnego jedzenia. Wyobraź sobie, że nie miałaś czasu jeść w pracy, więc tuż po powrocie do domu pobiegłaś do lodówki i dosłownie pochłonęłaś bez większego zastanowienia to, co w niej akurat znalazłaś. Potem włączyłaś komputer  i otworzyłaś butelkę wina, a do miseczki nasypałaś orzeszków. Następnie na poprawę humoru zafundowałaś sobie porcję lodów. Jednak kiedy spojrzałaś na zegarek, okazało się, że jest godz. 2.00 w nocy. Pora spać! Nieoczekiwanie obudziłaś się chwilę później i serce zaczęło Ci mocniej bić, bo przecież za 3 godz. zadzwoni budzik. Natychmiast więc wzrósł poziom adrenaliny w Twoim organizmie, skutkiem czego nie mogłaś już zasnąć. Dlatego wstałaś z łóżka i podgrzałaś sobie szklankę gorącego mleka, do tego przygotowałaś jeszcze kanapę z masłem orzechowym. Nagle poczułaś spokój, znów ogarnęła się błoga senność i zasnęłaś. Ta historia brzmi bardzo niewinnie. Jednak jeśli podobna sytuacja powtarza się u Ciebie przynajmniej 3 razy w tygodniu i trwa 3 miesiące, możesz mieć problem. O co chodzi?  

NES – co to jest?

Dziś naukowcy znacznie rozbudowali terminologię dotyczącą spektrum zaburzeń związanych z odżywaniem. Nie mówi się już tylko o anoreksji, bulimii czy kompulsywnym objadaniu się. Coraz częściej słyszymy o SRED oraz NES. Ale co to takiego? Pierwszy skrót tłumaczy się z języka angielskiego „sleep-related eating disorder” jako zaburzenia odżywania związane ze snem, a drugi „night eating syndrome” nazywamy zespołem jedzenia nocnego. Co ciekawe, naukowcy zaledwie od 63 lat zajmują się tym zagadnieniem. W wyniku ich badań okazało się, że NES jest dość popularnym zjawiskiem, bo aż 10 – 60 % osób otyłych przyznaje się do takich kłopotów. Na jakiej jednak podstawie można zdiagnozować zespół nocnego jedzenia? Przede wszystkim musiałabyś ponad połowę dziennej racji swojego jedzenia spożywać po godzinie. 19.00. W praktyce wygląda to często tak, że nie mamy czasu jeść w pracy, a objadamy się dopiero w chwili relaksu i spokoju w domu.

Co ciekawe, wcale nie musimy wtedy pochłaniać jakiś niesamowitych ilości. Wystarczy, że trzy lub cztery razy zjemy coś, co w jednej porcji liczy skromne 300 kcal. Nie jest to specjalnie trudne. Policzmy: duża garść orzechów (300 kcal), dwie kanapki (300 kcal), miseczka lodów (300 kcal) i mamy kłopot, bo z całą pewnością przytyjemy. Najgorsze jest to, że wieczorem właśnie odczuwamy ochotę na takie produkty, których odmawialiśmy sobie w ciągu dnia, czyli bogate w węglowodany i tłuszcze. Jeśli obserwujesz u siebie podobne tendencje, nie wpadaj jednak w panikę. By zdiagnozować pełnoobjawowy NES musiałabyś w ten sposób postępować przynajmniej 3 razy w tygodniu. Dodatkowo budziłabyś się rano najedzona i biegłabyś do pracy, pomijając śniadanie.  Miałabyś też poczucie, że nie uśniesz, jeśli tuż przed snem nie napełnisz sobie żołądka. Pacjenci z NES mają trudności z zaśnięciem i wybudzają się w nocy (przynajmniej 4 noce tygodniowo!) Stan taki musi utrzymywać się u nich przez 3 miesiące, byśmy mogli w ogóle mówić o zespole zaburzeń nocnego jedzenia.

Dlaczego podjadamy nocą?

 Badacze podkreślają, że pacjenci z NES zwykle przyznają się do znacznego obniżenia nastroju, stany depresyjne ma 70% z nich. Psychologowie twierdzą, że dla takich osób jedzenie nie jest tylko smakowitym paliwem, które daje im energię do życia. Pacjenci z NES jedzą, ponieważ posiłki łagodzą ich lęki, stresy i uwalniają od różnego rodzaju napięć, choć wcale nie są głodni. Jedna z teorii mówi, że gryzienie, przełykanie i przeżuwanie paradoksalnie pozwala zagłuszyć przykre doznania i odpędzić przynajmniej na chwilę nieprzyjemne myśli. Czynności te przywołują bowiem u wszystkich ludzi wspomnienia chwil, kiedy w niemowlęctwie czuliśmy się błogo i bezpieczni w ramionach mamy. Ciepłe mleko, jego zapach, delikatne tulenie… To były doświadczenia uspokajające. Potem kiedy płakaliśmy, byliśmy smutni, coś nam się nie udało, mama lub tata zapraszali na lody, a babcia piekła ulubione ciasto. Jednak dorośli już pacjenci z NES wykształcili w sobie taki mechanizm, że kiedy czują się nieszczęśliwi lub po prostu są w stresie sięgają w nadmiarze po słodkie przekąski, bo chcą złagodzić napięcie. Nie byłoby w tym nic tym tak naprawdę złego. Przecież każdy z nas czasem właśnie tak robi! Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy jakieś zachowanie wchodzi w nawyk.

SOS, kiedy NES

 Jeśli podejrzewasz u siebie NES, powinnaś  pierwsze kroki skierować do poradni leczenia zaburzeń snu. Niestety stosowanie leków uspokajających i nasennych nie przynosi zadowalających rezultatów. Należy pamiętać o przestrzeganiu higieny snu, czyli nie wolno chodzić zbyt późno spać, najlepiej kłaść się do łóżka o stałej porze i koniecznie przed 22.00, bo w środku nocy wytwarzana jest melatonina, hormon, który pomaga regenerować się naszemu organizmowi. Warto też poszukać dobrego psychologicznego wsparcia i różnych form aktywności, które pomogą redukować wieczorny stres. Dobrze działają: aktywność fizyczna, medytacja, joga. Na koniec warto też pamiętać, że każdy z nas powinien zjeść kolację najpóźniej trzy godziny przed snem. Nie ma cudów, jeśli o tym zapomnisz, zwyczajnie przytyjesz.

Cennik